Pranie mózgu
Robię sama sobie pranie mózgu, które w tym kontekście należy rozumieć bardziej dosłownie, jako sprzątanie. Analizuję pewne wątki, które w moich rozmyślaniach wiecznie powracają i staram się znaleźć rozwiązania ostateczne. Całkiem niedawno ktoś radził mi zerwanie pewnej znajomości i zaczynam się nad tym coraz poważniej zastanawiać. Nie mogę dać się po raz kolejny wrobić w chorą relajcę, w której mam być towarem zastępczym, w razie gdy zawiodą inne środki, niepotrzebnym kiedy wszystko jest OK. Przerabiam ten temat już ładnych kilka lat i cały czas nie umiem sobie z nim poradzić. Wyzbyłam się przy tym użalania nad sobą w tej materii, pozostało mi natomiast trudne do przełknięcia ziarnko goryczy. Wolę podchodzić do tego bardziej optymistycznie, wierzyć, że jeszcze może mi się udać rozwiązać to lepiej albo odnaleźć się jakoś w tej sytuacji. Ale ile można?! Chwilami czuję się jak ostatni naiwniak. A z drugiej strony czy mam prawo w ogóle się nad tym zastanawiać? Czy mam do zaoferowania aż tyle, żeby oczekiwać, że będę lepiej traktowana w przyjacielskich relacjach? Gubię się w tym wszystkim i pewnie znowu ucieknę od podejmowania jakiejkolwiek decyzji.
Cieszę się tylko, że te wakacje pozwoliły mi poznać sporo wspaniałych i naprawdę mądrych ludzi, z którymi mam nadzieję utrzymać w miarę stał kontakt. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.
2009-08-18 11:06:39
Will You say something? skomentuj (1)
Nie wiem
Patrzę na poprzedni wpis, z niedowierzaniem sprawdzam datę i dochodzę do wniosku, że "ironia losu" to nie jest jakieś obce mi pojęcie, ale zdecydowany element mojej codzienności. Ile razy człowiek próbuje wstać, zawsze znajdzie się coś, co ponownie powali go na ziemię. Boję się, że jutro znowu coś się stanie. Bo dzisiaj nie był zły dzień, gdzieś we mnie znowu zaczyna się palić wewnętrzne światełko. Mam nadzieję, że tym razem nic go nie zgasi, a wręcz przeciwnie: że będzie się działo coś, co pomoże mu świecić.
Przeglądałam dzisiaj od niechcenia zeszyt z cytatami i znalazłam dwa, które wydały mi się teraz jakoś szczególnie bliskie.
"Strach nie jest jak choroba zakaźna, nie przychodzi skądś, ale sam go tworzysz. Głównie przez miłość. Im bardziej coś kochasz, tym bardziej dręczy cię myśl, że mógłbyś to stracić. Wtedy strach jest zawsze gdzieś tuż obok"
J. Carroll "Drewniane morze".
"Miłość to wolność i niewola zarazem. Wiąże dwoje ludzi, ale też sprawia, iż ich dusze ulatują ku niebu. To obowiązek względem drugiego, bo pokochać znaczy ujarzmić własnego ducha, a rozkochać w sobie oznacza zarzucić więzy na cudzego. Jednak nie będziesz wiedzieć, czy naprawdę kochasz i jesteś kochana, jeśli nie dasz wolności wybrankowi. Jeśli nie ma możliwości odejść, nigdy nie będziesz pewna. Jednak skoro może cię opuścić, a tego nie czyni, czymże jest to innym niż prawdziwym miłowaniem?"
Rafał Dębski "Kiedy Bóg zasypia".
No właśnie...
2008-09-23 00:34:49
Will You say something? skomentuj (0)
"Myślę o Tobie a ptakiem jest myśl"...
Heh, jaka ja byłam naiwna! Myślałam, że jak przetrwałam dwa miesiące rozłąki, to miesiąc pójdzie ot tak, sekunda i minie. Przy pożegnaniu byłam twarda (a może obojętna?), wszystko ok, uśmiech na twarzy, baw się dobrze i pisz codziennie. Kryzys przyszedł potem, sama nie wiem kiedy. Nagle wróciłam skądś do domu i zrozumiałam, że jestem sama. Nie wiem, czy to dlatego, ze jestem przeziębiona i od dobrych kilku dni gnębi mnie gorączka, czy dlatego że miałam PMS, ale po prostu coś we mnie pękło. Tak nagle, jakbym wtedy zrozumiala, że minęly dopiero 2 dni a przed nami jeszcze ponad trzydzieści. Ale wiele się zmieniło od tej poprzedniej rozłąki. Nie czuję już bariery z tej drugiej strony. Nie ma zamknięcia. Jest lepiej. Po kilku dniach niechęci, depresji i gapienia się w sufit albo klikania w Mahjonga w oczekiwaniu na wiadomość, dzisiaj uśmiechnęłam się do ekranu. To takie głupie patrzeć w tę "szybkę", a tak naprawdę widzieć tam czyjąś twarz. I ten uśmiech, którego tak brakuje. I wielobarwne oczy, na które podrywała go pani w urzędzie. I jego. Wyobrażam sobie jak na mnie patrzy i mówi każdy wyraz, który teraz czytam. Brakuje mi tego głosu. Tego wszystkiego... Ale będę dzielna. Będzie dobrze.
2008-09-08 13:50:25
Will You say something? skomentuj (0)
"Wśród uliczek wąskich niebezpieczne związki"
Zanim powstaje coś takiego jak para, dwoje ludzi musi się oczywiście spotkać. Poznają się gdzieś na imprezie, na uczelni, gdziekolwiek. Ktoś ich ze sobą zapoznaje, kumają się przez Internet, albo spotkanie to czysty przypadek. Potem następuje okres poznawania się, zainteresowanie, zaczątek uczucia i tak dalej. Jakkolwiek długo nie trwałyby te etapy, zawsze gdzieśtam pojawia się moment totalnego zauroczenia. Zakochanie, różowe okulary, te sprawy. Jeśli związek się uda, wspominamy te początki jako coś najcudowniejszego na świecie, bo to było takie słodkie i nowe. Jeśli zaś związek nie wychodzi mówi się potem "byłam głupia, miałam klapki na oczach". Naszą przeszłość bardzo często rozpatrujemy przez pryzmat teraźniejszości.
Pamiętam wiele dobrych dni. Wtedy widziałam je inaczej, niepewna jak interpretować to, co się dzieje. Deszcz i stara, rozwalona parasolka Twojej mamy. Nie wiem dlaczego przypomniało mi się akurat to, może dlatego, że wtedy wszyscy sądzili, że nic z tego nie będzie i jesteś moim kolejnym niespełnionym marzeniem. Tak, wspominam to z satysfakcją, bo czułam, że tym razem jest inaczej. Czułam to podświadomie i wypominałam sobie wiele spontanicznych zachowań, o których dzisiaj wiem, że były tym, czego potrzebowałeś.
Dlaczego to piszę? Bo dzisiaj wracając z niemieckiego przypomnialam sobie naszą wyprawę na spacer i nie napisany referat z WOSu. I Ciebie, jaki byłeś wtedy a jak się zmieniłeś dla mnie. Wiesz, że ja też się dla Ciebie zmieniłam? Zaglądam w przeszłość i uśmiecham się radośnie do tej biednej, osiemnastoletniej Magdy, która jeszcze nie wie jakie szczęście ją czeka, ale odsyła mi nieśmiały, podbarwiony nadzieją uśmiech.
2007-12-13 22:49:38
Will You say something? skomentuj (3)
Jakoś tak mi chodzi po głowie...
"W jakiś słoneczny dzień
wyjdę i nie wrócę
Nie chcę się zaszywać w kąt
chcę po prostu uciec
ruszyć spokojną drogą
gdzieśtam przed siebie
może Gdańsk może Kraków
tego jeszcze nie wiem
Krok za krokiem
niesie mnie ku wolności
Rok za rokiem
nie mogę się na to zdobyć
na ten krok".
Śmieszne problemy. Śmieszni ludzie. Moje pragnienia, których już sama nie znam. Zdziwienie. Świadomość. Ty tego nie wiesz... czy on wie? Chaos.
2007-07-31 10:07:44
Will You say something? skomentuj (0)
Czasami...
Czasem następują takie chwile, które potem człowiek nazywa "życiowym kryzysem". A czasami mają miejsce wydarzenia, które potem nazywa się "dołem". Właściwie nie wiem, czy mogę powiedzieć, że pożegnałam obie te sytuacje. Ale wiem jedno: kiedy czytam moje starsze notki widzę, jak bardzo się zmieniłam. I porównując tamtą mnie ze mną dzisiaj można szczerze powiedzieć, że jestem szczęśliwa.
I dlatego dziękuję. Tym, którzy byli przy mnie od zawsze, nie zawsze tak kochani jak by być mogli, ale na których wsparcie mogę liczyć. Dziękuję też tym, którzy byli kiedyś a dzisiaj więź między nami się zerwała. I dziękuję temu, kto pojawił się w moim życiu stosunkowo niedawno. Kto zawsze potrafi sprawić, że się uśmiechnę, nawet jeśli jest to uśmiech przez łzy. I kto mnie nie rozumie, ale dlatego też nie ocenia. Ludzie przychodzą i odchodzą. Ale są w moim życiu dwie osoby, które zawsze będą. Jeśli nie będzie ich przy mnie fizycznie to mają stałe miejsce w moim sercu. Takich rzeczy nie warunkuje nawet więź rodzinna (chociaż ona oczywiście w tym nie przeszkadza). To coś więcej.
A szczęście jest dobre kiedy nie tylko się je zdobywa, ale także dzieli z kimś, kogo ono nie dotyczy. Bo to najlepsza miara przyjaźni - jeśli potrafisz się cieszyć z czegoś, co nie dotyczy Ciebie, ale sprawia radość komuś innemu.
"Wyczyściłam" się wczoraj z negatywnych emocji. Jest dobrze, będzie lepiej. Bo ja tak chcę i już!
2007-06-20 14:01:05
Will You say something? skomentuj (0)
Koszmarów 4 pary...
Ostatnich kilka nocy sprawiło, że znowu kładzenie się spać jest dla mnie przykrą koniecznością. Ja wiem, to takie idiotyczne: bać się pójść spać. Ale kiedy w realistycznych snach przeżywa się to, co ja przeżywam w moich (w których jestem sobą, czuję się jak ja i wszystko zdaje się dziać naprawdę) to serio nie jest miło. Po nocy pełnej takich koszmarów nie można powiedzieć, że jest się wyspanym. Lubię takie noce, kiedy nic mi się nie śni. Wstyd przyznać, ale takie zdarzają mi się najczęściej po imprezach, zwłaszcza po piwie bardzo dobrze mi się śpi. Bardzo dobrze to znaczy, że kładę się spać, zasypiam i śpię jak zabita do rana, nie budzę się i nic mi się nie śni. Ale nie imprezuję zbyt często, zwłaszcza ostatnio (matura :/), więc chyba wrócę do zwyczaju picia melisy (to moje trzecie najlepsze remedium na dobry sen. Pierwsze, jeszcze nie wspomniane, to Mati). Tylko muszę sobie kupić półlitrowy kubek, bo jak spadły w kuchni szafki to mi się mój potłukł. To ciekawe jak różne takie zdarzenie ma konsekwencje (znaczy spadnięcie szafek). W tym wypadku odebrało mi odruch picia melisy (ja wiem, że to głupie, bo przecież mogę wypić w małym kubku, ale jakoś to nie to samo). Jestem niewolnikiem swoich odruchów. Lubię kiedy niewiele rzeczy się zmienia (ale jeśli są to rzeczy, które dają mi poczucie spokoju, natomiast nienawidzę rutyny). Nie cierpię nagłych zmian i nie lubię podejmować wyzwań. Tchórzę? Być może. Ale spokój ducha jest chyba tym, co cenię sobie najbardziej.
Zdaje mi się, że chciałam w tej notce przekazać zbyt wiele rzeczy naraz. Wyszła mi taka strasznie chaotyczna. Ale to nic, chyba mi wybaczycie ;)
2007-03-31 21:27:30
Will You say something? skomentuj (1)
